blog

… i po świętach 2

No prawie. Jutro wprawdzie jadę do mamy na poprawiny… Niezupełnie. To ona tak to odbierze, ja zdecydowałem się wykorzystać wolny dzień i wymienić cieknącą rurę. Ale nie przeczę, rad usiądę przy świątecznym stole… I dla samego stołu, i dla mamy, która tak się starała, by na parę dni zapanowała w domu świąteczna atmosfera.

Szkoda, że Dana nie może spytać mamy o szczegóły niektórych przepisów. Nie chcą się spotkać.

Rano przyjechałem do przychodni, było słonecznie, szosa pusta. Przypomniałem sobie nasze dawne świąteczne wyjazdy. Mama zabierała do koszyka świąteczne smakołyki, pałaszowaliśmy je gdzieś w przyrodzie… Może znów za rok…

Chwilę po moim przybyciu opuścił przychodnię Tadeusz, z gitarą w ręku. Gdzie się wybierał? Narzekał, że dyżur był dość mozolny. Nawet wczesnym ranem mieli wyjazd, pacjent z krwawieniem z cewki moczowej trafił do szpitala, ale po konsultacji go odesłali. Tata od jesieni nie krwawi, ale pora wreszcie zainteresować się resztą jego problemów zdrowotnych. Co porabia jego rak? Wycofał się na dobre?

Tata zaproponował Danie wyjazd do Wadowic. Po śniadaniu rozbolał go brzuch, więc długo nie mógł się zdecydować, ale w końcu pojechali. Do samego centrum się nie dostali autem, bo wszędzie procesje. Ale tacie to specjalnie nie popsuło humoru: zamiast w papieskim kościele, wylądowali w karczmie w Suchej, nad świńskim ryjem.

A doktór się w tym czasie bawił w kasjera, stemplując swą doktorską pieczątką rachunki taty, które płacił przez internet.

Pacjentów mało, jeden uciekł, bo nie chciał płacić. Drugi – 22-letni neurotyk z mamuśką. Nie miałem z czego mamuśki zastrzelić, a należało: po pierwsze dla dobra chorego, po drugie oderwali mnie od Allegro. Dostał tabletkę, zastrzyk i receptę. Kto mu wreszcie powie prosto w oczy na co jest chory??

blog

kryzys zażegnany

No, mam nadzieję.

Obudziłem się rozbity i przez pół dnia polegiwałem. Dobrze, że nie było pacjentów. Bolał brzuch, kręciło się w głowie. Zużyłem cały zapas herbaty miętowej.

Telefon taty był wyłączony, Dany – nie odpowiadał. Dopiero wczesnym popołudniem, kiedy ostatecznie powstałem z łoża boleści, dodzwoniłem się do taty. Pojechali sobie do Szczyrku, tata prowadził. Byli w restauracji i kawiarni. Humory dopisywały.

Potem, w drodze powrotnej, tata lekko stuknął drugie auto – lusterkiem. I dał się namówić Danie, by po chwili ona przejęła kierownicę. Nie od razu, bo zmykał jak niepyszny, choć na szczęście nie doszło do żadnej szkody. Oficjalnie o stuknięciu nic nie wiem, ale przecież tata blogu nie czyta :D.

Polubiłem swój nowy telefon komórkowy, Siemensa C65. Kupiłem go za niecałe 3 zł (plus poczta) w zasadzie dla Dany, ale ma simlocka na Plusa i odrzuca jej kartę Playa. Za to moją kartę z mBank mobile – przyjął. Obie sieci fizycznie działają w Plusie, ale widać mBank jest traktowany jako część Plusa, Play już nie. Dana dostała mojego Siemensa A60, bo ten nie ma uprzedzeń wobec żadnej sieci. C65 ma doskonałą klawiaturę, A60 – okropną. No i możliwości C65 są nieporównanie większe. Ciekawe tylko, że nie rozpoznaje grup, do których przypisałem część kontaktów na mojej SIM-ce. Ale za to można se fotkę strzelić. Po prawidłowym nastawieniu balansu bieli nawet ma jakieś kolory prócz niebieskiego. Niestety, MMS-a nie udało się wysłać (Dana ma czeską SIM-kę w telefonie tego samego typu). Najmniej sympatyczne w C65 jest menu. No i dość nieładne dzwonki. I tak dobrze, bo Dana w ogóle nie może ich zmienić. Chyba poprzedni właściciel coś wykasował.

Tata miał dziś wilczy apetyt. Pogadali sobie z Daną od serca. Ma gwałtowny charakter, ale zdolny jest do głębokiej refleksji. Coraz szybciej sięga po fajkę pokoju. Zamiast przepraszać, wykonuje pojednawcze gesty. Dziś była to kawiarnia.

Jutro będzie w przychodni ciężki dzień. Poniedziałek i do tego jeszcze bez pediatry. Dobrze, że choć net wreszcie działa. I że jest herbata.

Dobrze, że Dana po wczorajszej scysji nie wyjechała, jak pierwotnie chciała. Nie tylko dlatego, że sam musiałbym doglądać taty. Oboje by mieli poczucie przegranej. I ja też.

blog

choroba polarna?

Tak się to nazywa, po czesku: ponorková nemoc,  choroba łodzi podwodnych. Jak ludzie są skazani wyłącznie na swoje towarzystwo, w końcu zaczynają się gryźć.

Rano byłem zaspany, bo do nocy oglądałem film o pułkowniku Kuklińskim. Ech, gdzie te czasy, kiedy i ja uważałem Stany Zjednoczone za rycerza światowej wolności…

A tata był zdania, że znów siedziałem na  tym debilnym internecie,  który roi się od zboczeńców, oszustów i chamów. Ano, roi, ale jak się wie, gdzie nie warto zaglądać… zresztą nima czasu na głupoty. Właściwie użyty Internet jest jak Biblioteka Jagiellońska. Trudno przestać, bo tyle tam wiedzy wszelakiej człek odkrywa… To akurat powiem kiedyś mamie, by nie utyskiwała na moje siedzenie przy komputerze.

Tato, umoczyłeś w herbacie łyżeczkę od cukru…  No, to był koniec spokoju. Człowiek zdobył kosmos, upadł Związek Radziecki, Polska jest w Unii… a tata jak maczał, tak macza łyżkę w herbacie i niezmiennie, kategorycznie temu zaprzecza.

Pogodziliśmy się dopiero po obiedzie. Trochę się o niego martwię, bo mam wrażenie, że gorzej się czuje, choć i temu zaprzecza. Między innymi dlatego nie pojechałem w Lubuskie nocnym pociągiem po majowe trofeum z Allegro.

Ech… jak to uciekło. W maju u mamy wykryto raka, wkrótce musiałem zawieźć do szpitala tatę. I z maja zrobił się styczeń. No, ze stycznia – pogodowo – marzec, więc trzeba by się pod chmurką chwycić rozrusznika Fiesty… Demontaż nie powinien być trudny. Za tydzień będę musiał godzić opiekę nad tatą z zastępstwami w przychodni…

blog

gdy rządzi głupiec

… opadają ręce.

Wizyta domowa, migotanie przedsionków. EKG nie działa, bo ktoś wyjął baterie. Okazuje się, że na polecenie Szefki.  Chyba 10 paluszkowych akumulatorów, zapakowane są w woreczku, wkładanie za każdym razem do przyrządu jest dość uciążliwe i grozi w końcu uszkodzeniem styków. Raz nawet ratownikowi o mało nie poleciała po premii, że tego nie zrobił. Sanitariusz jest jej bratem, ale palnąłem mu bez ogródek, co myślę o takich zarządzeniach.

Nie dość, że mnie okrada i poniża, to jeszcze forsuje swoje głupie pomysły.

Wałęsę swego czasu wybrałem sam, ale za  Szefkę naprawdę nie mogę (tak się po czesku mawia)…

Pacjentka została w szpitalu, ale nie wiadomo, czy po nią nie pojedziemy. Jeśli tak, to już beze mnie. To była druga wizyta domowa, mam nadzieję, że ostatnia na tym dyżurze.

W końcu po to do roboty chodzę, by sobie odpocząć w cieple, przy herbacie i necie…

Za dużo tagów? Za dużo głupców!

blog

defragmentacja

Trwała już 3 godziny, więc na chwilę ją przerwałem, by wejść do Sieci.

Tata od rana słaby, drażliwy. Kiedy na chwilę się zdrzemnął, dostrzegł w mym spojrzeniu niepokój.  Ja jeszcze nie umarłem – nagle powiedział.

Za oknem wieje silny wiatr, halny? Czy to dlatego boli mnie głowa, a tata tak źle się czuje?

Dana na razie nie przyjedzie.

blog

znów w sieci

… jest doktór. Opłaciło się posiedzieć do drugiej w nocy, instalując w laptoku od nowa system operacyjny.

Na starym dysku było ciasno,  na nowym, zdobycznym – pierwotnie zainstalowałem Windows 2000, ale modem GSM nie chciał z nim współpracować. No i człek, wychowany po bożemu na Woknach 95, z czasem się zmanierował. XP uważa już za standard.

… szkoda tylko, że laptok jest innego zdania. Stale się namyśla. On nadal tkwi w epoce Wokien 98, jak ja w PRL-u.

No, ale blogować się da. Allegrować tyż. Nawet z kobitą swą skype’ować. Cóż więcej człowiekowi do życia potrzeba?

Nooo, przychodni mi nie brakuje, gdyby się kto pytał…

blog

urwanie głowy

Rano Eine kleine Nachtmusik jako budzik… i zaraz SMS – Szefka mnie prosi o zastępstwo. Bo Tadeusz wylądował w szpitalu.

Dzwonię i uzgadniam inną godzinę. O dziesiątej muszę odebrać stare radia, bo to raczej ostateczny termin, potem trafią na śmietnik. Prawie u celu zatrzymuję auto… i okazuje się, że z alternatora spadł konektor. W ten sposób on nie miał wzbudzenia, a lampka też nie mogła mnie ostrzec, że nie mam ładowania.

Dobrzy ludzie popchali, radia zabrałem, pacjentów miałem huk.

Tadeusz wrócił po południu. Ja – wpadłem do domu na internet. Teraz wypada jechać wreszcie do taty, znowu od rana nic nie jadł.