blog

nieśmiała nadzieja

Tata kilka dni po poprzedniej notce znów wylądował w szpitalu. Stan był dość ciężki, ale szybko się poprawiał. Pomogły mu kroplówki, które dostawał już w domu, ale chyba jeszcze bardziej – odetkanie cewki moczowej. Prawdopodobnie blokował ją oderwany kawałek guza z pęcherza. Kreatynina z prawie 8 mg/dl spadła do nieco ponad 2 (u zdrowego nie powinna przekraczać 1,2, ale poprzednio ordynator uznał, że poniżej 5 już nie zejdzie bez nowej nefrostomii).

Od prawie tygodnia tata jest w domu, znów siada na łóżku, odzyskuje apetyt i chęć do życia.

W tej chwili jest przy nim Dana, ja mam dyżur w przychodni. 

W najbliższych dniach muszę się wreszcie chwycić naprawy rozrusznika we Fieście.

blog

smutny Dzień Ojca

Dokładnie przed rokiem, 23 czerwca, zawiozłem tatę do szpitala. Był blady, osłabiony, ale chodził. Pętał się potem po szpitalach do końca lata, stopniowo tracąc zdrowie… nie tylko z powodu swej choroby.

Dziś cały dzień spędził w łóżku, w domu. Nie wstaje, nie siada, jest cichy, smutny, zgorzkniały, mówi o śmierci.  Może jutro spróbuję trochę pochodzić, dzisiaj jest już późno – powiedział po południu.

Co będzie za rok? Nie tylko z tatą… Nie o wszystkich swych dylematach chcę pisać na blogu.

… obudzić się, stwierdzić, że to wszytko był tylko zły sen… 

blog

wszyscy dokoła chorują

Mam nadzieję, że noc będzie spokojna, wczoraj mieliśmy wyjazd do pani, która zażywa leki regulujące ciśnienie tylko w razie jego wzrostu… Ale podziwiam formę – 86-letnia pacjentka z głowy podała swój PESEL…

Tata miał iść do domu w poniedziałek, ale dziś dowiaduję się, że wyrwał sobie (niechcący) dren z nerki i nie ma już ochoty na ponowny zabieg. Nie jest drażliwy jak ostatnio, więc pewnie nareszcie spadł mu poziom mocznika. I znów ma wpaść w mocznicę?

W środę byłem z mamą w poradni hematologicznej w Katowicach. Nie jest dobrze, pobrali szpik i kazali przyjechać za tydzień. I jeszcze do tego czasu zrobić badania krwi, u nich na miejscu. Mam tygodniowy maraton dyżurowy, więc musiałem poprosić o pomoc przyjaciół.

Dana jest w Czechach. Wreszcie zajęła się swoim zdrowiem. Po raz pierwszy ma normalne ciśnienie, ale czuje się słabo. Okazuje się, że podejrzewają u niej zwężenie tętnicy nerkowej – tak jak przypuszczałem.

Doktór jest w trakcie leczenia swoich zębów. Na kasę zdrowych, czyli swoją własną.

… a, kiedy wreszcie dadzą kopertę za maj? 

blog

szalony piątek

Czyli wczoraj. Tata już po nefrostomii, powoli odzyskuje siły (bardzo powoli…).

I nagle – okazuje się, że  coś wyszło z sercem.  Kardiomonitor, kabelki, drabinki po obu stronach łóżka. Idę do pokoju lekarskiego. Zawał. Niby lekki…

Pora wracać do mieszkania taty, zostawić auto, wziąć prowiant i rowerem na obstawę koncertu z okazji Dni Bielska-Białej. Oberwanie chmury. Czyli zmiana, czas nagli – z powrotem do auta.

Partita rozpoczyna, piosenki brzmią jak za starych, dobrych, gierkowskich czasów. Za to Izabella Trojanowska ma tyle głosu, co tatowe auto ognia. Szkoda, że stojąc z boku, nie widziałem Hanny Rek. Nawet dla mnie piosenkarka z lamusa, jej piosenki znam z płyty  Przeboje lat 50., ale jak śpiewa! No i słyszę, że absolwentka AM. Tercet Egzotyczny ze swoją nieśmiertelną Pamelą w końcu podbija moje serce. Tyle lat śpiewają i przecież ładnie. Już więcej nie powiem: kicz.

Pod koniec koncertu znów ulewa… i elektryzująca wiadomość: ktoś spadł do koryta Białki! Oddycha, ale bez strażaków nie było szans go wyciągnąć. No, choć raz się przydali, bo wozy strażackie na obstawie koncertów uważam za zbyteczne. Karetki, te nasze, też. Po nieszczęśnika i tak przyjechało pogotowie.

blog

dzień na zakupach

Niektórzy może lubią. Tata namówił nas na wyjazd do  Oszołoma i  Le Ruły.  No dobrze, pojechaliśmy tym jego Cinquecentem, po raz pierwszy ja za kierownicą. Złoty Polonez, złoty Maluch. Toto w ogóle nie jedzie. Taki egzemplarz?

Najpierw poszliśmy z Daną do apteki i spytaliśmy o cenę Escapelle. Nie, za drogo. Może jakoś się nam upiecze.

Tata kupił mi dwie pary butów (tak je zabezpieczają, że praktycznie nie da się przymierzyć…), ja sobie – ładowarkę z paluszkami, kartę do aparatu. Coś tam do kuchni (w szczególności duże salaterki do kompletu z małymi, które raz upolowałem w pobliskim sklepiku Społem).

No i uciekł nam cały dzień. Wieczorem, zamiast planowanego wypadu do lumpeksu, poszliśmy na spacer do centrum (zabytkowego, nie handlowego…).

Martwi mnie narastająca drażliwość taty i jego smaki-niesmaki. Czyżby znów narastał mocznik? Dana go dobrze karmiła, miał apetyt i zapomniał o diecie.

blog

zamiast pizzy

… mieliśmy na kolację krokiety – tata bąknął o pizzy, a ja poszperałem w lodówce, by coś konkretnego zagrzać w naszej nowej mikrofalówce.

A więc nareszcie premiera! Nastawiłem średnią moc, 4 minuty. Dzyń, gotowe. Uważaj, bo się spalisz – mówi tata. Nie wie, że talerz się nie nagrzewa (dla pewności wziąłem taki bez złotego szlaczka). Za krótko, w środku jeszcze będą zimne.  Były w sam raz, tłumaczę: mikrofale grzeją od środka.

Kolacja tacie smakowała. W ogóle nadal ma wilczy apetyt, musimy uważać na dietę. No i liczyć objętości płynów, bo trochę spuchły nogi. A tata popijał sok porzeczkowy, poprosił nawet o odrobinę piwa… Wszystko mu smakuje, życie przede wszystkim. Bo wreszcie domowe…

Co jest z Daną? W południe wyszła po chleb i zniknęła na dobre z netu…

blog

blogowanie ukradkiem

… bo tata nigdy nie zamyka drzwi do swojego pokoju („bo jest duszno”). A nie omieszka napominać mnie, bym się położył. Ja wiem, teraz jestem trochę chory… No ale chodzi o zasadę: dużo musiałem doraźnie zmienić w swoim życiu, by się tatą zająć. I chcę zachować jakiś ochłap swojego życia. Choćby się to komuś zdało w konkretnym przypadku niezbyt rozsądne.

Tata nadal ma apetyt, muszę go hamować, by nie przekroczył dziennej normy białka. I dał się namówić na zażywanie leków, przepisanych w szpitalu…

Do komputera ściągnąłem poprawkę SP3. No i w efekcie Windows XP Pro zajmuje prawie 6 GB dysku! Co ciekawe, przeglądając napęczniałe foldery, zauważyłem, że zajmują na dysku nieco… mniej miejsca, niż wynosi ich objętość! Normalnie bywa odwrotnie: dane przechowywane są w klastrach i zawsze któryś nie jest całkiem zapełniony, ale przypisany w całości do danego pliku (coś jak standardowe butelki, do których rozlano określoną, większą objętość płynu – ostatnia prawie zawsze będzie tylko częściowo zapełniona, ale w całości zajęta – wolne miejsce pozostanie niewykorzystane). Im drobniejsze pliki, tym większe bywają te straty miejsca. Poradzi ktoś? Dysk ma układ NTFS.

blog

cudowne wskrzeszenie

Taty i netu.

Bardziej cudowne – taty. Rzeczywiście może żyć bez dializ, ale musi przestrzegać diety niskobiałkowej. Ukrywał przede mną, że wszyscy lekarze namawiali go do poddania się zabiegowi nefrostomii, by ułatwić odpływ moczu. Nie wiem, jak to zrobili w bielskim szpitalu, ale zrobili – nerki jednak nie są stracone. Teraz tego nie utracić…

Ordynator nie planował odwozu taty karetką.  Pacjent jest chodzący – stwierdził lakonicznie. Kiedy jednak powiedziałem, że jakoś sobie poradzę, Polonezem na letnich oponach lub autobusem –  trochę się żachnął… i zamówił przewóz. Miał do mnie żal, że nie kontaktowałem się z nim wcześniej. Ale nie udawało mi się na niego trafić i tata utrzymywał mnie w przekonaniu, że żaden zabieg nie jest planowany.

Rozstaliśmy się w zgodzie. Tata podczas wizyty obiecał, że w razie bezwzględnej konieczności podda się w końcu zabiegowi.

Sanitariusz z kierowcą musieli kilka razy odpoczywać, nim tatę wynieśli na 4. piętro. To właśnie, nie sam przewóz, było dla mnie nie bardzo do przeskoczenia.

Witaj w domu, tato…

Poczułem ogromne zmęczenie, wręcz, że idzie na mnie choroba.  No i jestem przeziębiony, typowe dla mnie załamanie odporności po wielkim stressie.

I jeszcze padł wczoraj wieczorem dysk w laptopie… Na szczęście miałem pod ręką drugi komputer, a w nim świeżo zainstalowany system. Nie bardzo byłem pewien, na ile gotów jest do pracy, byłem bardzo znużony, obawiałem się, że nie ma programu antywirusowego. Dość dawno temu go odłożyłem na bok, kiedy zdobyłem inny egzemplarz.

Dopiero dzisiaj go uruchomiłem, instalując modem GSM i konfigurując pocztę. Zainstalowałem też Skype, ale gdzie podziała się Dana? Nawet SMS-a nie odebrała…

blog

ciężki dzień 5

Ten jutrzejszy, dzisiejsze zastępstwo w przychodni – to był pryszcz. Rano, zamiast rozmawiać z ordynatorem o problemach taty, przyjmowałem swoich nielicznych pacjentów.

Jutro tata ma iść do domu. Czy syn załatwi panu karetkę? – ponoć spytał dziś tatę podczas wizyty właśnie ordynator. Tata powoli przyzaje się, że nie zgodził się na proponowane leczenie. I co poczniemy w domu? Teraz, kiedy objawy mocznicy ustąpiły… Zaprzepaścić wyniki leczenia?

To będzie trudna rozmowa i do tego o niechrześcijańskiej porze: ordynator przyjmuje od 7.30, kiedy wszyscy szanujący się lekarze jeszcze śpią…

blog

biegunka miejska

Od rana, czyli gdzieś od 11.30… Bieganie po mieście. Najpierw na czeską pocztę, powinna tam czekać przesyłka z miernikiem – ale co to będzie, skoro wyczaili, że nie mam dokumentów? Przy okienku jakaś nowa pani, w wieku przedemerytalnym, o fizjonomii ciotki – starej panny lub upierdliwej urzędniczki. Nie ma w komputerze żadnej przesyłki na moje nazwisko. Okazuje się jednak, że miernik został wysłany jako przesyłka zwykła, więc nie muszę się legitymować. A zresztą pani przy okienku tylko tak surowo wygląda, chyba by nie robiła niepotrzebnych trudności.

Potem do elektrowni z zaległymi rachunkami taty. Po drodze wstępuję do sklepiku z przecenionymi książkami, płytami… Ha, co mam a co nie? Kupowało się, gdzieś to wszystlo leży… Wybieram 4 filmy, kupuję też kalendarz z górami – w sumie same Alpy,  które tata tak bardzo chce jeszcze zobaczyć…

W elektrowni zlikwidowano kasę, ale chociaż dowiedziałem się, że te rachunki rzeczywiście nie zostały zapłacone.

Autobusem do taty. Po drodze do Tesco, bo tylko tam są te pyszne kajzerki. Dzwonię ze sklepu, czy coś jeszcze tacie kupić? Nie, nic więcej nie chce, ale czuję w jego głosie jakieś zmieszanie. Kiedy przychodzę, prosi, bym go zawiózł do bufetu. Szpitalną kolację mi odstępuje – chleb ze zrazem, zupełnie nie słone. Tata ma dietę, którą ignoruje. Zamawia flaczki. Pielęgniarka kazała nam szybko wracać, bo na wieczorną wizytę przyjdzie sam pan ordynator.

Okazuje się jednak, że dyżur ma kto inny. Dzwoni mój telefon – melodia pościg policyjny, czyli ktoś z roboty. Tadeusz prosi mnie, bym jak najszybciej go zwolnił, wcześnie rano znów jedzie do Warszawy.

Przepakowuję rzeczy w mieszkaniu taty i idę na autobus. 10 minut do odjazdu, podjadę na gapę czerwonym. Jak na złość, nie jedzie żaden (od biedy za tych 10 minut bym zaszedł pieszo na przystanek PKS) i muszę patrzeć, jak obok mnie przejeżdżają dwa PKS-y, z tego jeden mój. Gdybym miał lepsze okulary, spróbowałbym zatrzymać ten właściwy.

Godzina do następnego autobusu, idę do mieszkania taty na kolację. Przeterminowana rybka, dwie kajzerki, jogurt i resztka koniaku, który dostałem za naciągane zwolnienie. Znów pędem na przystanek. Z autobusu do Tesco po chleb.

Doktorze, gdzie pan jest, bo mamy wyjazd… Karetka zajeżdża po mnie przed market.