Na szczęście to pieprzone ubezpieczenie nie dotyczy lekarzy na etacie.
Ufff…
życie codzienne i niecodzienne pewnego lekarza
Na szczęście to pieprzone ubezpieczenie nie dotyczy lekarzy na etacie.
Ufff…
… będzie mama od przyszłego piątku. Rozmowa z lekarką (?) z Gliwic była bardzo miła. Udało mi się przeskoczyć oględziny pacjenta – od razu dostałem termin przyjęcia. Po znajomości? Nie, jeśli lekarz dzwoni, można polegać na jego ocenie stanu chorego. Tak to praktykowaliśmy za moich czasów – kiedy pracowałem w izbie przyjęć. Dopóki nie mieliśmy pewności, czy pacjent może bezpiecznie dotrwać do wyznaczonego terminu, chcieliśmy go widzieć na własne oczy, zanim ten termin ustaliliśmy. Pacjent nieraz musiał jechać przez cały powiat, tylko po to, by dostać termin. Wystarczyło, by zadzwonił jego lekarz…
Ja tak zwykle robię, kiedy piszę skierowanie do szpitala. Chyba, że pacjent i tak musi do niego jechać natychmiast – zwykle wtedy jedzie naszą karetką.
Rodzicielka do Gliwic, synalek do Rybnika – nawet po drodze. Bo zwariował na punkcie pewnej karówy*) z gazem. Ładna jest i zbiornik gazu ma w schowku na koło. No i za miesięczny obrok się ją kupi. Nawet na OC zostanie. Auta, bo doktorskiego OC doktór nie zamierza płacić.
*) Polonez Caro
kręte drogi moich aut