Trochę ożywa, kiedy jestem w mieszkaniu. Cokolwiek się gorszy, że tyle czasu spędzam przy komputerze. No, ale ja go sobie od nowa urządzam. Po to, by mi bezproblemowo służył dobry rok. O ile znów nie padnie wiatrak na procku…
Namęczyłem się wczoraj, by zainstalować Office 2003 w najbardziej pasującej mi konfiguracji. No i przedobrzyłem: zażyczyłem sobie aktualizacji automatycznych. W efekcie dowiedziałem się, że po 50. uruchomieniu pakiet odmówi współpracy. Bill Gates dał mi dyskretnie do zrozumienia, że stare, ograne numery (licencyjne) cokolwiek go nudzą.
Doktór się obraził i ściągnął Open Office.