blog

facet w ciąży

Rano brutalna ekshumacja i odpalanie Fiesty z górki, po drodze namiastka śniadania. Fru na dyżur!

W przychodni spokój… do czasu. Przychodzi młoda pacjentka z karteczką: Postinor Duo, Escapelle.  Dla brata, ma jego kartę. Stanowczo proszę, aby przyszedł brat. Przyszedł i wyjaśnił, dla kogo ma być ten środek antykoncepcyjny typu  po wpadce.  Zaznaczam, że nie będę robić zbytecznych trudności.

Za chwilę pojawia się znerwicowany młodzieniec. Proszę go o dane partnerki, dzwoni do niej. Uspokajam, że dane są chronione tajemnicą lekarską. Uradowany chłopak bierze receptę i zmyka.

Nie dadzą spać w dyżurce! Inny młody człowiek przyszedł do szczepienia przeciw żółtaczce, ale skarży się na wysokie ciśnienie. Otwieram jego historię choroby i czytam…

2011.05.25 5ty miesiąc 2giej ciąży

No, nie ja to pisałem 😀  Sprawdziłem, wpis dotyczy tego pacjenta. 28-letniego faceta. Dostaje tabletkę, ciśnienie spada. Piszę receptę.

Znów nie było mi dane zdrzemnąć się w dyżurce. Dzwoni dziewczyna, której napisałem Escapelle: zwymiotowała. Radzę, by kupiła następną tabletkę. Przyjedzie po receptę.

Najmniej zdenerwowana z całej trójki, rozstajemy się w dobrej komitywie… Trochę pogadaliśmy sobie od serca. Jednak i ja ich potrzebuję. Pacjentów… 

blog

… i po świętach 2

No prawie. Jutro wprawdzie jadę do mamy na poprawiny… Niezupełnie. To ona tak to odbierze, ja zdecydowałem się wykorzystać wolny dzień i wymienić cieknącą rurę. Ale nie przeczę, rad usiądę przy świątecznym stole… I dla samego stołu, i dla mamy, która tak się starała, by na parę dni zapanowała w domu świąteczna atmosfera.

Szkoda, że Dana nie może spytać mamy o szczegóły niektórych przepisów. Nie chcą się spotkać.

Rano przyjechałem do przychodni, było słonecznie, szosa pusta. Przypomniałem sobie nasze dawne świąteczne wyjazdy. Mama zabierała do koszyka świąteczne smakołyki, pałaszowaliśmy je gdzieś w przyrodzie… Może znów za rok…

Chwilę po moim przybyciu opuścił przychodnię Tadeusz, z gitarą w ręku. Gdzie się wybierał? Narzekał, że dyżur był dość mozolny. Nawet wczesnym ranem mieli wyjazd, pacjent z krwawieniem z cewki moczowej trafił do szpitala, ale po konsultacji go odesłali. Tata od jesieni nie krwawi, ale pora wreszcie zainteresować się resztą jego problemów zdrowotnych. Co porabia jego rak? Wycofał się na dobre?

Tata zaproponował Danie wyjazd do Wadowic. Po śniadaniu rozbolał go brzuch, więc długo nie mógł się zdecydować, ale w końcu pojechali. Do samego centrum się nie dostali autem, bo wszędzie procesje. Ale tacie to specjalnie nie popsuło humoru: zamiast w papieskim kościele, wylądowali w karczmie w Suchej, nad świńskim ryjem.

A doktór się w tym czasie bawił w kasjera, stemplując swą doktorską pieczątką rachunki taty, które płacił przez internet.

Pacjentów mało, jeden uciekł, bo nie chciał płacić. Drugi – 22-letni neurotyk z mamuśką. Nie miałem z czego mamuśki zastrzelić, a należało: po pierwsze dla dobra chorego, po drugie oderwali mnie od Allegro. Dostał tabletkę, zastrzyk i receptę. Kto mu wreszcie powie prosto w oczy na co jest chory??

blog

awantura z pacjentem

Wrócił do gabinetu z reklamacją, że mu źle wypisałem receptę. Sprawdziłem w necie: Lorista HD ma tylko jeden skład, więc nie trzeba pisać miligramów. Cierpliwie mu tłumaczę, ale on nie słucha.

Za chwilę latają w powietrzu przekleństwa (moje, moje!), pacjent zapowiada, że pójdzie na skargę do naszego szefa…

Po pół godzinie spotykamy się przypadkiem w Biedronce. Podchodzi z boku i podaje mi rękę. Jednak poszedł najpierw do apteki i dostał dokładnie to, co chciał. To, co napisałem na recepcie…

Ja też go przeprosiłem.

Dopiero od Szefa, któremu od razu przyznałem się do zajścia, dowiedziałem się, co to za szycha. Była szycha, ale zawsze…

Mimo wszystko gość z klasą.

blog

od lumpeksu do szpitala

… a po drodze czeska poczta (i nie tylko…).

Rano wyskoczyliśmy z łóżka i po mini-śniadaniu pognaliśmy do lumpeksu. I tym razem łowy były udane, właśnie mam na sobie jedną z kupionych koszul. Dziś było za pół ceny, jutro – za złotówkę. Dana na tę okoliczność parę rzeczy zamelinowała w kącie…

Tata ma od wczoraj dobry humor. Podejrzewamy, że udało mu się zażegnać jakiś spór z Urszulą.

W południe wyruszyliśmy naszą Fiestą na zachód, bo znów miałem parę spraw do załatwienia na czeskiej poczcie. Przy okazji kupiłem zatyczkę do umywalki w dyżurce i odebrałem cztery zaległe numery miesięcznika o turystyce kolarskiej.

Skok do mamy na obiad, z programu został jeszcze zakup oleju silnikowego, bo akurat przejeżdżaliśmy koło sklepu, gdzie leją go na litry (a mamy go mało, pod dolną krechą…). Niespodzianka: Fiesta normalnie zapala. Czyżby alternator? Bo pół godziny pędziliśmy drogą ekspresową, więc ładowanie było bardzo dobre. Obawiam się, że ani alternator, ani rozrusznik nie jest w pełni sprawny, natomiast marnie wyglądąjacy akumulator najlepiej się trzyma z całej trójki podejrzanych.

Jedziemy do przychodni, czeka sporo pacjentów. Wychowanie zaczyna przynosić efekty: pan Czesław już wie, że za naciągane zwolnienie nosi się nie koniak, ale Krupnik. Kiedy mija magiczna godzina 18, siadamy z Daną w dyżurce, by wreszcie odetchnąć. Po chwili telefon: pacjent ma chyba kolejny rzut udaru mózgu. Tak jak przypuszczałem, wieziemy go do szpitala.

blog

doktór na przyjęciu

dziś był (nie mylić z izbą przyjęć…).

Wrócił nażarty nie na żarty.

70. urodziny pacjenta, u którego doktór podejrzewał raka płuca i namówił go na leczenie. I udało się, pacjent nabiera ciała, sił do życia, wszystkie badania powierdzają definitywne wyleczenie…

Doktór jest przeżarty, więc nie będzie dziś zmieniał kół w Polonezie na letnie. Dopiero, jak powie już w porządku, mój żołądku.

blog

ciśnienie

Dyżur spokojny jak nigdy. Do czasu: o północy wezwanie do starszej pani z wysokim ciśnieniem. Telefon zrywa mnie z kozetki, zdrzemnąłem się o 22, w założeniu na chwilę, by jeszcze przed północą spełnić blogerski obowiązek wobec ludzkości…

Rzeczywiście, ciśnienia ma dobrze ponad 200. Leki podobno zażywa regularnie. Nie wykupiła tego, który jej ostatnio zapisałem jako dodatkowy.  Bo takie drogie te lekarstwa.  Chyba kilka złotych na miesiąc. A dom raczej nie biedny. Ludzie są nieraz dziwni.

Daję tabletkę i zastrzyk. Ciśnienie trochę spadło, wracamy. W komputerze czytam, jakie różne leki jeszcze tej pani pisałem. W domu ich nie miała, przynajmniej na karteczce.

blog

odprężenie

Pan Andrzej zmarł rano. Po moim wieczornym zastrzyku ulżyło mu, przestał się dusić. Rodzina nie miała do mnie żalu.

Dzień w przychodni spokojny. Po południu mogłem sobie nareszcie do woli posurfować jak człowiek.

Tata był dziś z Daną na Słowacji. Odzyskuje siły, przez część trasy kierował autem. I w porę oddał kierownicę, zanim się zmęczył.

Zapodział tylko gdzieś okulary, te do dali, w których prowadzi auto. Czyżby w karczmie w Jeleśni?

blog

czekanie na śmierć

Właśnie wróciliśmy od pana Andrzeja. Przy chorym pojawił się jego brat, przyjechał chyba z daleka.  Po co dajecie mu te kroplówki? No tak, przedłużamy jego umieranie.

Dzisiaj rzeczywiście bardzo cierpiał. On i rodzina.

Ugotowałam mu rosołku, trochę zjadł, ze smakiem.

Żona albo nie wie, albo nie chce wiedzieć, jak bliski jest koniec. Na jutro jeszcze mamy kroplówki, ale co dalej?

Brat pyta, czy załatwiać dla chorego specjalne łóżko.

Już nie zdążycie…

blog

za półmetkiem

Aż trudno uwierzyć. Już tylko 2 dni powszednie mojego maratonu. Ech, nie mogąc się czegoś doczekać, przyspieszamy bieg zegara. Potem się dziwimy, jak szybko czas obok nas przelatuje, jak mija nas życie…

Dziś była mała laba: rano zamiast  frontu wschodniego – obstawa medyczna turnieju motoryzacyjnego. Ryzyko poważnej interwencji medycznej bliskie zeru. Konkurs wiedzy i umiejętności dla młodzieży szkół średnich. Najpierw – wyżerka dla komisji, zaprosili i nas. Bo szkoła rolnicza, z działem gastronomicznym. Powiało starym, dobrym peerelem. Przy suto zastawionym stole w szkolnej kuchni siedziałem razem z milicjan… pardon, policjantami. Potem oglądałem zmagania praktyczne: skuterem i autem na placu manewrowym.

Po południu niewielkie spiętrzenie pacjentów, bo rano pocałowali klamkę. Szef, owszem, nareszcie przyjmuje, ale oblegają go tłumy. Wybrańców przede wszystkim.

Dana przyjechała dziś wcześniej i musiała poczekać, bo wyjezdżaliśmy na wizytę domową. Ledwo wróciłem i zamieniliśmy parę słów, znów wyjazd, do pana Andrzeja. Na wszelki wypadek miałem pod ręką i kartę zgonu. Silny organizm, jeszcze walczy.  Musicie być przygotowane na wszystko – powiedziałem na odchodne córce i żonie pacjenta. Dom, w którym czuje się klimat miłości. Szkoda, że musi go opuścić.

blog

nieoczekiwane spotkanie

Dzień był jednak dość mozolny, po powrocie z  frontu wschodniego czekało na mnie wielu pacjentów. Tak wielu, że z biedą dorwałem się do netu, herbata mi wystygła.

Pod wieczór – wizyta domowa u nastolatki z grypą żołądkową. Wracamy; przed naszą karetką widzę Fiestę zupełnie podobną do mojej. Patrzę na numer… to przecież Dana. Stanęliśmy na światłach, podchodzę do niej. Dopiero teraz mnie zauważyła. Przywiozła mi obiad, w tajemnicy przed tatą.

Potem, po powrocie, i tak się sprawa wydała, tata się domyślił, gdzie była.

Późnym wieczorem miałem jeszcze jeden wyjazd. Pan Andrzej jest coraz słabszy, ma biegunkę. Ciut się poprawił od popołudniowej wizyty naszej pielęgniarki.  Panie doktorze, jak długo jeszcze? Te słowa wciąż mi brzmią w uszach…