blog

pożegnania

Mam dziś zastępstwo za Tadeusza. Prosił, to wziąłem…

Przychodzi pan K. po receptę dla żony. Krople do oczu – miała od okulisty, zapodziała gdzieś…

… przecież to pani Irena! Ta, co mi soczki malinowe nosiła. Zawsze miła, jakby z lekka dystyngowana, choć prosta wieśniaczka. Ma Alzheimera. Mąż smutny, pogodził się, co mu innego zostało. Szybko to poszło… Proszę ją ode mnie pozdrowić.  Czy skojarzy?

Pod wieczór wyjazd na wizytę domową do pacjentki z rozregulowanym nadciśnieniem. Trochę je obniżyłem zastrzykami, napisałem receptę na brakujący lek (czy stąd ten skok? nie jestem pewien). Po powrocie do przychodni dowiaduję się, co nas ominęło: pani Klara, dwa dni po wypisie ze szpitala, nagle zasłabła. Rodzina dzwoniła po nas, ale byliśmy gdzie indziej, więc wezwali Pogotowie.

Zaintubowaną ją wieźli do szpitala z udarem, nie dają jej szans.

Pani Klara… emerytowana nauczycielka, egzaltowana, czasem z lekka histeryczna. Tak bardzo mnie lubiła. Ostatnio rozmawialiśmy o książce, którą opracowała moja mama na dziesięciolecie naszego hospicjum. Był tam i mój tekst – o przyjaźni z pewnym kierowcą TIR-a, umierającym na raka. Pani Klara bardzo się zainteresowała książką, miałem dla niej odłożony egzemplarz… Obawiam się, że już go nie zobaczy.

Kiedy ostatni raz jechałem normalnym pociągiem parowym, też nie wiedziałem, że to już koniec, że nigdy więcej… Syców – Kępno, TKt 48. Tramwajem enką, klasycznym Jelczem…