blog

88 na godzinę

Złotych. Tyle doktór wyciąga: wymiana tłumika miała kosztować 44 złote, doktór to zrobił za pół godziny, leżąc obok swego Poloneza na chodniku.

Rzeczony Polonez wyciąga 120 na godzinę. Nic moc,  jak mówią Czesi. Nie jestem zadowolony z jego osiągów, ale to jakiś bardziej złożony problem, niż myślałem. Byle się nie skończyło remontem silnika, który ma rzekomo nieco ponad 40 tysięcy km.

Jadę, może nawet dziś, na tydzień do Kościeliska koło Zakopanego – tym Polonezem. Albo go w końcu oswoję, albo…

blog

prawie jak Judym

Dyżurowa noc tradycyjnie była spokojna. Rano już się zbieram na autobus, dzwoni telefon. Proszą o wizytę, już tam byłem, woleliby mnie. Dali wtedy 50 złotych – przypominam sobie. Obiecuję, że ktoś z nas przyjedzie, pytam, kiedy będzie karetka. Pojadę ja, przy okazji trochę zarobię.

Akurat zdążyłem zjeść śniadanie i możemy jechać. Musimy, bo pielęgniarce się spieszy, będzie pobierać krew do badania w naszej drugiej przychodni. Z moim czasem nikt się specjalnie nie liczy.

Z pacjentem nie jest tak źle, jak się obawiałem. To rzeczywiście będzie zapalenie nerwu kulszowego, jak poprzednio rozpoznałem; przedłużam leczenie, bo jednak jest poprawa.

Z karetki wysiadam po drodze – koło dworca. Godzina od zakończenia dyżuru, tym razem nie dali mi nic. Nadjeżdża stary Autosan (lubię je, klamka od Jelcza, migacze od Fiata 132 i 125)… i widzę, że nie mam w portmonetce dość pieniędzy na bilet. Co tu robić? Lekarz może leczyć za darmo, ale czy ktoś go za darmo przewiezie autobusem? Albo za darmo (lub chociaż bez marży) sprzeda lek, który ten lekarz zapisał?

Na szczęście znajduję zaskórniaka od innego pacjenta i nie muszę żebrać.

Po obiedzie idę zobaczyć, co nie gra we Fieście. Po prostu akumulator. Jednak, choć z początku na to nie wyglądało. Pasek jest prawidłowo napięty, sprawdzi się instalację i pewnie wymiana akumulatora. Nawet na złomowisku nie dadzą go za darmo, bo niby czemu?

Do taty idę ze świeżym borówkowym kołaczem od mamy (specjalnie prosiła, żebym zaczekał). Jest po narkozie, nie może jeszcze jeść. I nadal krwawi, mimo kolejnego zabiegu. Ale jest w dobrej formie. Powalczymy.

blog

doktór zabezpiecza

… sobie wolny weekend. Zamiast zabezpieczać imprezę sportową. Zarobiłoby się trochę grosza, ale na sobotni zlot nie mógłbym jechać TIR-em kolegi.

Nie (tylko) chodzi o cenę biletu – zwłaszcza dla dwu osób. Jak to śpiewał Bogusław Mec? No, ja nie biegnę bez wytchnienia, przynajmniej nie w robocie. Ale wiem, że na końcu jest tylko ziemia.

Nie wiem, czy Dana pojedzie ze mną. Uzależnia to od otrzymania zasiłku. Jest bez pracy. I stale mi podkreśla, jaką fajną robotę mam ja.

Nie nadaję się do pracy w kapitaliźmie.

Tak jak ja. Jesteśmy zarażeni wolnością.

Tak żeśmy sobie skypowali o tym, jak wpływa na człowieka chodzenie na vandry już od lat szkolnych.

Jutro tata ma tomografię. Coś nieskładnie opowiada o wynikach dotychczasowych badań. Trochę mnie to martwi.

Jutro też mam dyżur. A potem laba – do poniedziałku. Ludzie, weźcie mnie do jakiegoś sejmu, czy rady nadzorczej. Tam też człek jak nie chce, to się nie narobi, ale lepiej mu za to płacą.

blog

słodkie nieróbstwo

Leniwy dyżur w upale. Paru pacjentów, jedna wizyta domowa. I spacerek do Biedronki, po lody, cukier i prażynki (tak się to za moich czasów po polsku nazywało, płatki ziemniaczane do chrupania). Cukier właśnie się w socjalnym skończył, ale niedawno szefostwo przypomniało, że to tylko jego szczodrobliwość, iż nam cukier i herbatę funduje. I że nie wolno nam samowolnie brać na jego zakup gotówki z (najprawdopodobniej lewej) kasy, do której wrzucają utarg od pacjentów. Doktór więc postąpił lege artis i wpisał do księgi raportów pielęgniarskich, że cukru niet. Czemu nie do księgi raportów lekarskich? Takowej też niet.

I podzielił się swą prywatną słodyczą z personelem średnim i niższym, tudzież wyższym.

Laptop udało się trochę naszpikować aktualizacjami. Do tej pory byłem przekonany, że Tadeusz jako admin pewnego dnia sprzęt zahasłował.  Bo nie dawało się wprowadzić żadnych zmian – komputer żądał hasła administratora. Ale Tadeusz szczerze się zdziwił, kiedy wczoraj o tym wspomniałem. I tak dziś żądanie hasła zbyłem klawiszem Enter… komputer się odczepił, a ja zrozumiałem, co tak naprawdę się stało.

Kiedyś wytworzyłem sobie w laptopie swój profil. Uznając służbowe starszeństwo Tadeusza, zadowliłem się pozycją użytkownika… i tym samym jego awansowałem na admina. A komputer przygotował się do zabezpieczenia tej funkcji hasłem.

To się zdarza również w medycynie (i nie tylko…): borykamy się z problemami, które sami stworzyliśmy, choć o tym nie wiemy. Albo odchodzimy spod drzwi, nie przypuszczając, że mogą być otwarte…

blog

nieoczekiwane zastępstwo

Tadeusz poprosił, więc wziąłem połowę dziennej szychty. Rano przypadkiem odkorkowałem net w laptopie. Po drodze do naszej drugiej przychodni załatwiłem wizytę domową. Z karetki wysiadłem wcześniej, by wpaść jeszcze do Biedronki – po lody, prażynki ziemniaczane i napój energetyczny – dietetyczne śniadanko rodzinnego lekarza. W promieniach letniego słońca jadłem je na środku rynku, na ławce.

… a przed Biedronką stał taki śliczny Polonez, rocznik 1990 (+/-1). Czy ja kiedyś polubię Caro?

W przychodni roboty niedużo. Całą chyba załatwiłem ja. Za połowę stawki. Ile dostanę? 35, może 40 złotych? W porównaniu z cenami Polonezów to nawet dość sporo…

Wprost z autobusu poszłem do taty. Zabieg niby się udał, jednak krwawienie z pęcherza całkiem nie ustało. Czuje się nieźle, ale widzę, że się martwi.

Ja w sumie też.

blog

doktór zdrów jest

(mniej więcej) – przynajmniej według naszego laryngologa.

Się pogadało przy okazji. O ile ropa w gardle specjalnie go nie zdziwiła, to wysokością doktorowej płacy był zaskoczony. Gdzie tak mało płacą? Bo on do nas na godzinkę przychodzi, kontrakt ma…

No właśnie, gdzie… Ale za to cały przyszły tydzień ma doktór wolny. To tak, jak z kapitalizmem i demokracją: może i na swój sposób fajne, ale nikt doktora nie pytał, czy tego chce… Zresztą nawet chciał, póki tych specjałów porządnie nie skosztował.

blog

doktora upomnieli

Udzielam pisemnego upomnienia za „przetrzymanie” przez cały czas trwania dyżurów obcej kobiety na terenie zakładu pracy.

Koniec cytatu, podpisana Szefka.

Formalnie ma Szefka rację (choć poprzednio zgodziła się na wizytę Dany), ale… doktór ma poważniejsze powody do skarg. Zastanowi się, czy z nich skorzystać…

blog

znowu w pracy

Jak długo mnie tu nie było? Nawet nie wiem… Jak tam po urlopie? – spytał ktoś żartem…

Pacjentów było więcej, niż zazwyczaj. Część z nich przyszła specjalnie do mnie.

Po godz. 18 tradycyjnie już spokój. Pogalaliśmy z Daną przez Skype, m. in. o zakupie pary śpiworów, które można by połączyć bokami…