… się nareszcie doktorowi udało. Naciął piłką do metalu niesforną nakrętkę, niewiele uszkadzając gwint sworznia. No i rozrusznik mógł powędrować spod maski Fiesty w cieplejsze miejsce, gdzie się go obejrzy i zadecyduje, co dalej.
Dowiedział się też doktór, co to takiego ten warez, z którego tak intensywnie korzysta. Ano, ruch darmowej dystrybucji dóbr niematerialnych, zwanych pirackimi. Doktór wyczytał gdzieś, że takowe działania są współczesnym wcieleniem tego samego ducha, który w swoim czasie napędzał ruch antykomunistyczny. I chyba coś w tym jest, bo doktór przy ściąganiu i rozdawaniu*) pirackich kopii odczuwa podobny dreszczyk, jak kiedyś w działalności opozycyjnej, w kontakcie z bibułą. To nie to samo, co wyrzucanie stert reklam ze skrzynki pocztowej.
Człek widać kocha wolność, a właściwie: kocha o nią walczyć. Inaczej nie smakuje…
*) rzadko bo rzadko, ale jak kiedyś potomni spytają: a co ty robiłeś w tamtych ponurych czasach? – dumnie wypnę swą dysydencką pierś… (po roku ’89 jakoś się zagapiłem i nie załapałem)