felietony

felieton świąteczny

Blaszana opowieść

Zdarzyło się to jakieś ćwierć wieku temu. Był szary, jesienny wieczór, moja mama wracała z pracy. Koło kościoła św. Jerzego podeszło do niej dwoje strapionych Czechów: zdobyli w Polsce części do auta, ale nie mogą ich przewieźć przez granicę. Mama wróciła z nimi do swojej biblioteki. Czesi z nabożnym szacunkiem spoglądali na regały z książkami, za którymi mama ulokowała ich blaszaną kontrabandę. Wkrótce odebrali swój depozyt, pewnie trafili na bardziej wyrozumiałego celnika. Mam wrażenie, że było to tuż przed świętami. Przywieźli ze sobą puszkę szynki, tak bardzo wówczas niedostępnej w naszych sklepach.

Dziś nie musimy już szukać sposobów, jak przewieźć coś przez granicę, czy zdobyć szynkę na święta. Za to zwykła ludzka życzliwość nie straciła swej aktualności. Nadal bywa towarem deficytowym. Oby jej nie zabrakło w naszych sercach – tego Wam dziś życzę, drodzy Czytelnicy.

Dla „Dziennika Zachodniego”, 21 XII 2009