blog

na pogrzeb Ewy

Jedziemy na pogrzeb, ale nie nasz własny (więc nie będę jechał ostro). Ledwo to powiedziałem, auto wpadło w poślizg, zatrzymało się przy przeciwległym krawężniku. Z drugiej strony skrzyżowania stał autobus miejski. Jego kierowca najwyraźniej nie mógł się zdobyć na wjazd na ten oblodzony i stromy odcinek.

Po 5 godzinach dojechaliśmy cali i zdrowi, choć trochę spóźnieni.

Ewę przyszedł pożegnać jej biały koń. Prowadzony po skraju wiejskiego cmentarza, rżał co chwilę. A w tle – srebrną szadzią pokryte góry.

koń Ewy 

Tak trudno uwierzyć, że już nigdy nie zobaczymy Ewy, nie usłyszymy jej szelmowskiego głosu.  Czy ten pies gryzie? Nie, połyka ludzi w całości.  Była jak słońce, promieniowała na innych pogodę i ciepło. Tak bardzo polubiła Danę…  Dbaj o zdrowie, ciesz się każdym dniem – już wtedy wiedziała, że może nie wygrać swej walki z nowotworem.

blog

przebłysk

Wczoraj Ewa nie dała wyraźnego znaku, że odbiera naszą obecność. Zmęczeni podróżą i szukaniem po zmroku szpitala, zanocowaliśmy u Ewy – w domu, do którego już nie wróci…

Dziś rano, przed odjazdem, postanowiliśmy jeszcze raz zaglądnąć do niej – na oddział paliatywny.

Nagle wypowiedziała moje imię.  Tak bardzo cię potrzebuję… ratuj mnie…

Po chwili przyszła pielęgniarka z zastrzykiem morfiny. Ewa znów powoli zaczęła odpływać w swój świat.

Do roboty spóźniłem się godzinę. Tę godzinę, którą spędziłem przy łóżku Ewy. Mimo, że potem jechałem dość dziko, starając się nadrobić czas. Dwa razy ryzykownie wyprzedzałem. Żeby być u celu może dwie minuty wcześniej?

Poczekalna pełna pacjentów, nie wypada parzyć herbaty, choć sucho w ustach. Mężczyzna w średnim wieku, na chwilę przyjechał z Hiszpanii, gdzie pracuje. Zastał matkę ciężko chorą. Rak, przerzuty, wodobrzusze. Tak nagle, najpierw były zaparcia, to pani doktor poleciła otręby… Kilka miesięcy chudła, potem szpital – i diagnoza.

Czy pana mama wie, że jest śmiertelnie chora?

Nie.

Będzie miał trudne zadanie. 

blog

Ewa umiera

Dostaje duże dawki morfiny. Nie zawsze poznaje najbliższych. Chyba trzeba się pospieszyć, jeśli chcemy ją jeszcze zobaczyć.

Ewa… jakimś dziwnym trafem miała ostatnio 55 lat, nadal taka dziewczęca, wręcz łobuzerska… Tyle miała planów, rozpoczętych obrazów… Taki dziecięcy apetyt na życie…

Dana jest teraz w Czechach, u swej mamy. Bardzo ją zasmuciły wieści o Ewie. Wiedzieliśmy, że ma raka, ale była jeszcze nadzieja. Teraz już wiem, że nigdy już nie wróci to, co było. Nie wstanie z łóżka, nie odpowie na SMS-a. Najwyżej na nas popatrzy. Dlaczego tak rzadko się spotykaliśmy? No tak, daleko mieliśmy do siebie. I wydawało się, że nam to nie ucieknie. Tak człowiek wiecznie za czymś biega, nie ma czasu na życie.

I nagle przychodzi śmierć. To już? – pytamy w osłupieniu… Ona nas nie słucha, chwilę cierpliwie czeka, by dotarło do nas, że pora iść…

blog

pan doktór jest chory

… ale nie leży w łóżeczku. Do dyspozycji ma tylko kozetkę w swej dyżurce.

Ech, nie było jak w Czechach, z Daną. W pakamerze jej taty, pod lasem. W zacisznym kącie stało prawdziwe, przytulne łoże małżeńskie. Kołdry były raczej jednoosobowe i niekompatybilne formatem z naszymi ciałami. Ale nie tam złapaliśmy przeziębienie, choć noce były bardzo zimne. A herbatę gotować trzeba było na piecyku, opalanym patykami z pobliskiego lasu. Jak się w nim napaliło, można było w jego pobliżu  tańcować,  zanim udaliśmy się do naszego wspaniałego łoża. Do rana piecyk był zimny, więc nikomu za bardzo nie chciało się z łóżka wychodzić.

Ale chcemy jeszcze przed zimą wrócić do tej zapadłej wioski w zachodnich Czechach. Tak zapadłej, że w weekendy nie jeździ tam żaden autobus.

Najpierw może jednak pojedziemy do Ewy. Leży w szpitalu. To już chyba jej ostatnie tygodnie. 

dana napisał(a): je mi to moc líto [żal], škoda, že jsem jí nepoznala dříve [wcześniej]
taková fajn baba 

Ewuniu… nie odchodź… Tak nam było z Tobą dobrze…

blog

dzielna Ewa, biedna Ewa…

Po kilku godzinach jazdy autem dotarliśmy w sobotę do małej miejscowości w Beskidzie Niskim. Przed Nowym Sączem kierownicę przejęła Dana, po tym jak ze dwa razy o mało nie wpadłem do rowu, fotografując podczas jazdy. A było co, pogoda dopisała, krajobrazy pyszne…

Ewa czekała na nas w łóżku, z chustą na głowie. Jak dawniej uśmiechnięta, rozgadana. Tylko czasami wtrącała, jakby od niechcenia:  boję się.  W stajniach 40 koni, w pracowni zaczęte obrazy. Wieść o raku przyszła jak grom z jasnego nieba, w same urodziny. Żartuje, ale dobrze wie, że gra toczy się o wielką stawkę. I jest przygotowana na wszystko.  Dobrze, że dzieci są już duże.

Przyjechaliśmy, by ją odwiedzić w chorobie. Nie tylko po to. Wiedziałem, że i nam doda sił. Nie pomyliłem się.

Dwa dni spędziliśmy na Słowacji, ściślej: urządzaliśmy sobie wypady. Pieszo i autobusem, bo nasza Fiesta bez badań, pierdząca wniebogłosy i z łysiejącą oponą nie powinna się pokazywać słowackiej policji. A zresztą… Jak pięknie jest powoli obniżać się wśród łąk do małej wioski w dolinie, z cerkiewką ukrytą wśród drzew. Posiedzieć w gospodzie u piwa, wracać przez las po zmierzchu, słysząc godowe ryki jeleni.

Jeszcze wrócimy w te strony, Dana była oczarowana. Jak to powiedziała Ewa? Zawsze będziecie mogli tu jeździć. Mam nadzieję, że jednak do niej.

blog

i pochowałem tatę…

Na pogrzeb przyszło mniej ludzi, niż oczekiwałem. Wzruszyłem się jednak, kiedy przy grobie podeszła do mnie grupka staruszków:  my jesteśmy jego kolegami z matury.  O śmierci taty dowiedzieli się z mojego telefonu. Specjalnie zaplanowałem pogrzeb w późniejszym terminie, by wyszukać jak najwięcej tatowych kontaktów i dać szansę pożegnania taty wszystkim, którym jego pamięć była bliska. Niestety, nie mogli pójść na stypę.

Dzisiaj chciałem uregulować rachunki u  pogrzebacza,  ale znowu był pijany. Wszystkie hieny pogrzebowe nieźle nas oskubały. Spadkowe sępy też już zaczynają krążyć.

Jutro rano jedziemy z Daną do Ewy. Zanim pójdzie na kolejną  chemię.

blog

jedno wesele i pogrzeb

Nie miałem pojęcia, ile formalności trzeba załatwić, by pochować zmarłego. Również tych kościelnych. Tata formalnie należał do parafii w miejscu stałego zameldowania, ale chciał być pochowany w swej rodzinnej wsi, gdzie spędzał większość roku. Musiałem uzyskać zezwolenie z tej pierwszej parafii.

Czekając (wręcz czyhając) na księdza, weszliśmy do kościoła. Akurat był ślub. Kiedy młoda para przysięgała sobie wierność i uczciwość małżeńską  i że się nie opuszczą aż do śmierci, pocałowałem Danę w usta. Świadkiem nam był Polski Fiat 125p, czekający na nowożeńców.

Pogrzeb taty będzie w czwartek. Jutro, tzn. dziś, chcemy pojechać na małą wycieczkę.

Po pogrzebie pojedziemy do mojej ukochanej kuzynki Ewy. Od miesięcy cieszyliśmy się na tę podróż. Ewa jest cudowna. Jedyny kawałek mojej rodziny po kądzieli, który można bez ostrzeżenia pokazywać ludziom. Musimy się pospieszyć. Nie wiedzieliśmy, że i ona zachoruje na raka.

Za dużo tego. Do łóżka, rano na dworzec. Vlárská dráha czeka… Tatusiu, tak lubiłeś podróżować…

blog

godzina wilka

Obudziłem się nagle o piątej, zbudził mnie dziwny sen. Słyszałem w nim słowa  stav pacienta je velice vážný.  W półśnie opowiedziałem Danie ten sen. Długo mnie tuliła. Czułem, że chciałbym jechać do szpitala za tatą.  Nagle spytałem Danę, o której godzinie się urodziła. Godzina wilka – to z filmu – nad ranem, nim wstanie dzień, wtedy ludzie rodzą się i umierają – powiedziałem, co mi nagle przyszło na myśl.

Poszliśmy do kuchni na herbatę. Kiedy ponownie zasypialiśmy, poczułem, że niepokój, który wypełniał mnie od wczorajszego wieczora, odpływa gdzieś w dal, a w jego miejsce pojawił się smutek.

Koło siódmej zadzwoniła lekarka ze szpitala. Tata zmarł podobno o szóstej.

blog

lepiej nie będzie

Może być tylko gorzej  – powiedział lekarz urolog, kiedy przywiozłem tatę do szpitala.

Nowotwór jest nieoperacyjny, rozumie pan?

Rozumie, owszem. Ale przed tygodniem z tym samym nieoperacyjnym nowotworem tata całkiem znośnie żył.

Doktór przychodniany umie pisać recepty. Niektórzy inni świetnie potrafią gasić nadzieję.

Ale prawdę mówić trzeba.  Będzie tylko gorzej

… tylko z tatą? Albo z wszystkim w moim życiu?