blog

pies dupa sex

Tak mniej więcej wyglądała nasza (z Daną) pierwsza po dłuuuugiej przerwie konwersacja na Gadu-Gadu.

Ikonki są zabójcze. Ale jest i inna, prozaiczna zaleta GG w porównaniu do Skype: można zostawić wiadomość, którą adresat sobie przeczyta, jak tylko uruchomi komunikator. Na Skype nie da się odczytać wiadomości, jeśli jej nadawca nie jest on-line.

Dla mnie równie tajemnicza sprawa, jak dziewictwo Maryi. Albo zerowy przebieg pewnej Syrenki na Allegro.

blog

biurkowa archeologia

Porządki nabierają tempa. Nie znalazłem wprawdzie jeszcze tego zwolnienia, co mam oddać do ZUS-u (koniaku też całego nie wypiłem…), ale w pokoju już mam względny luz (a ile rzeczy wylazło spod warstw papierzysk…). Można dojść do okna i skorzystałem z tego. Po drodzie dokopałem się do kamery internetowej i zaraz ją podłączyłem, zastanawiając się tylko nad kolorami gniazdek dźwiękowych w komputerze. Przy różowym był symbol, który od biedy można skojarzyć z mikrofonem – i rzeczywiście, potwierdzenie znalazłem w Wikipedii. W elektronice symbol mikrofonu jest inny, dlatego rysuneczek nie był dla mnie oczywisty.

Ale niestety – mikrofon nie działa. Nie mam pod ręką innego z wtyczką  jack, więc nie wiem, gdzie jest przyczyna. Ale chociaż Dana mogła sobie na mnie popatrzeć przez Skype. Słyszałem ją, odpowiadałem gestem lub napisem.

No właśnie, o północy mamy się znów spotkać.

blog

… i po awarii?

W nocy znowu stanął.

Doktór wylazł z barłogu po dziesiątej, zjadł śniadanie i napisał pożegnalny list do narzeczonej. Bo nigdy nic nie wiadomo; gdzieś po kątach leżą odłogiem jakieś niepełnoletnie desktopy i laptopy, nawet USB mają, ale diabeł je ogonem nakrył. W sumie bez sensu ten list, bo dopóki się oboje nie zalogują do Skype, to druga strona go nie przeczyta (a Gadu-Gadu sobie wykasowała, na złość).

Zdjął (monitor), rozebrał (desktopa) i wyjął (to, co trzeba).

Udał się do miasta w skarpetkach z Miasta. I po raz pierwszy tej zimy było mu w nogi ciepło.

Kupił, przyniósł, włożył.

Ha! Komputer się odkorował. Zapomniał datę, godzinę, nastawienia BIOS-u wszelakie. To jak on to robił? Zegar mu stawał, ale pamiętał, kiedy stanął, tudzież wszelkie BIOS-u ustawienia.

Doktór nie toleruje żadnych Legacy-Free. Doktór ciągnie za sobą ogon DOS-u, PS/2, PRL-u. I wszystko musi być z tym kompatybilne.

Schowaj i zdechnij (Save and Exit) – mówi doktór do kompa.

Ale on żyje. I, wbrew pozorom, o to chodziło.

Będzie można znów żyć po bożemu – jak powiedziała pani Dulska, pozbywając się ciężarnej kochanki swojego synalka.

P.S. gdzie doktór kupił skarpetki?