blog

nad grobem

Wczoraj wieczorem zaszliśmy na cmentarz. Grób dziadków był już przygotowany na pogrzeb taty.

W milczeniu spoglądaliśmy na spiętrzoną wokół grobu glinę. Deska na dnie wykopu pewnie kryje pod sobą kości dziadka.

Cisza wiejskiego cmentarza z górami w tle, chłód jesiennego zmierzchu i ciepła twarz Dany. Zanuciłem jej piosenkę Bogusława Meca  nie biegnij tak bez wytchnienia, na końcu jest tylko ziemia

blog

jedno wesele i pogrzeb

Nie miałem pojęcia, ile formalności trzeba załatwić, by pochować zmarłego. Również tych kościelnych. Tata formalnie należał do parafii w miejscu stałego zameldowania, ale chciał być pochowany w swej rodzinnej wsi, gdzie spędzał większość roku. Musiałem uzyskać zezwolenie z tej pierwszej parafii.

Czekając (wręcz czyhając) na księdza, weszliśmy do kościoła. Akurat był ślub. Kiedy młoda para przysięgała sobie wierność i uczciwość małżeńską  i że się nie opuszczą aż do śmierci, pocałowałem Danę w usta. Świadkiem nam był Polski Fiat 125p, czekający na nowożeńców.

Pogrzeb taty będzie w czwartek. Jutro, tzn. dziś, chcemy pojechać na małą wycieczkę.

Po pogrzebie pojedziemy do mojej ukochanej kuzynki Ewy. Od miesięcy cieszyliśmy się na tę podróż. Ewa jest cudowna. Jedyny kawałek mojej rodziny po kądzieli, który można bez ostrzeżenia pokazywać ludziom. Musimy się pospieszyć. Nie wiedzieliśmy, że i ona zachoruje na raka.

Za dużo tego. Do łóżka, rano na dworzec. Vlárská dráha czeka… Tatusiu, tak lubiłeś podróżować…

blog

godzina wilka

Obudziłem się nagle o piątej, zbudził mnie dziwny sen. Słyszałem w nim słowa  stav pacienta je velice vážný.  W półśnie opowiedziałem Danie ten sen. Długo mnie tuliła. Czułem, że chciałbym jechać do szpitala za tatą.  Nagle spytałem Danę, o której godzinie się urodziła. Godzina wilka – to z filmu – nad ranem, nim wstanie dzień, wtedy ludzie rodzą się i umierają – powiedziałem, co mi nagle przyszło na myśl.

Poszliśmy do kuchni na herbatę. Kiedy ponownie zasypialiśmy, poczułem, że niepokój, który wypełniał mnie od wczorajszego wieczora, odpływa gdzieś w dal, a w jego miejsce pojawił się smutek.

Koło siódmej zadzwoniła lekarka ze szpitala. Tata zmarł podobno o szóstej.

blog

znowu w szpitalu

… wylądował tata. Na szczęście lekarz pogotowia nie robił trudności, tata też.

Od rana byliśmy z Daną zrozpaczeni: tata gasł nam w oczach. Zrozumiałem, że w domu nie mam wielkich szans na utrzymanie go przy życiu.

Skoro przeżył blisko 4 godziny na izbie przyjęć, to może jednak pozbiera siły? 

blog

nieśmiała nadzieja

Tata kilka dni po poprzedniej notce znów wylądował w szpitalu. Stan był dość ciężki, ale szybko się poprawiał. Pomogły mu kroplówki, które dostawał już w domu, ale chyba jeszcze bardziej – odetkanie cewki moczowej. Prawdopodobnie blokował ją oderwany kawałek guza z pęcherza. Kreatynina z prawie 8 mg/dl spadła do nieco ponad 2 (u zdrowego nie powinna przekraczać 1,2, ale poprzednio ordynator uznał, że poniżej 5 już nie zejdzie bez nowej nefrostomii).

Od prawie tygodnia tata jest w domu, znów siada na łóżku, odzyskuje apetyt i chęć do życia.

W tej chwili jest przy nim Dana, ja mam dyżur w przychodni. 

W najbliższych dniach muszę się wreszcie chwycić naprawy rozrusznika we Fieście.

blog

smutny Dzień Ojca

Dokładnie przed rokiem, 23 czerwca, zawiozłem tatę do szpitala. Był blady, osłabiony, ale chodził. Pętał się potem po szpitalach do końca lata, stopniowo tracąc zdrowie… nie tylko z powodu swej choroby.

Dziś cały dzień spędził w łóżku, w domu. Nie wstaje, nie siada, jest cichy, smutny, zgorzkniały, mówi o śmierci.  Może jutro spróbuję trochę pochodzić, dzisiaj jest już późno – powiedział po południu.

Co będzie za rok? Nie tylko z tatą… Nie o wszystkich swych dylematach chcę pisać na blogu.

… obudzić się, stwierdzić, że to wszytko był tylko zły sen… 

blog

wszyscy dokoła chorują

Mam nadzieję, że noc będzie spokojna, wczoraj mieliśmy wyjazd do pani, która zażywa leki regulujące ciśnienie tylko w razie jego wzrostu… Ale podziwiam formę – 86-letnia pacjentka z głowy podała swój PESEL…

Tata miał iść do domu w poniedziałek, ale dziś dowiaduję się, że wyrwał sobie (niechcący) dren z nerki i nie ma już ochoty na ponowny zabieg. Nie jest drażliwy jak ostatnio, więc pewnie nareszcie spadł mu poziom mocznika. I znów ma wpaść w mocznicę?

W środę byłem z mamą w poradni hematologicznej w Katowicach. Nie jest dobrze, pobrali szpik i kazali przyjechać za tydzień. I jeszcze do tego czasu zrobić badania krwi, u nich na miejscu. Mam tygodniowy maraton dyżurowy, więc musiałem poprosić o pomoc przyjaciół.

Dana jest w Czechach. Wreszcie zajęła się swoim zdrowiem. Po raz pierwszy ma normalne ciśnienie, ale czuje się słabo. Okazuje się, że podejrzewają u niej zwężenie tętnicy nerkowej – tak jak przypuszczałem.

Doktór jest w trakcie leczenia swoich zębów. Na kasę zdrowych, czyli swoją własną.

… a, kiedy wreszcie dadzą kopertę za maj? 

blog

szalony piątek

Czyli wczoraj. Tata już po nefrostomii, powoli odzyskuje siły (bardzo powoli…).

I nagle – okazuje się, że  coś wyszło z sercem.  Kardiomonitor, kabelki, drabinki po obu stronach łóżka. Idę do pokoju lekarskiego. Zawał. Niby lekki…

Pora wracać do mieszkania taty, zostawić auto, wziąć prowiant i rowerem na obstawę koncertu z okazji Dni Bielska-Białej. Oberwanie chmury. Czyli zmiana, czas nagli – z powrotem do auta.

Partita rozpoczyna, piosenki brzmią jak za starych, dobrych, gierkowskich czasów. Za to Izabella Trojanowska ma tyle głosu, co tatowe auto ognia. Szkoda, że stojąc z boku, nie widziałem Hanny Rek. Nawet dla mnie piosenkarka z lamusa, jej piosenki znam z płyty  Przeboje lat 50., ale jak śpiewa! No i słyszę, że absolwentka AM. Tercet Egzotyczny ze swoją nieśmiertelną Pamelą w końcu podbija moje serce. Tyle lat śpiewają i przecież ładnie. Już więcej nie powiem: kicz.

Pod koniec koncertu znów ulewa… i elektryzująca wiadomość: ktoś spadł do koryta Białki! Oddycha, ale bez strażaków nie było szans go wyciągnąć. No, choć raz się przydali, bo wozy strażackie na obstawie koncertów uważam za zbyteczne. Karetki, te nasze, też. Po nieszczęśnika i tak przyjechało pogotowie.

blog

nefrostomia

… czyli odpływ moczu wprost z nerki. Taki zabieg może już jutro spróbują zrobić u taty.

A on jest pełny obaw, jak to będzie potem. Już jeden zabieg znacznie go  ożebraczył  (embolizacja) – przynajmniej tak uważamy, doktory oczywiście są zdania, że to rak i wiek. Z dnia na dzień?

Aby móc tatę z przekonaniem namawiać na zabieg, poprosiłem lekarza dyżurnego o dokładniejsze informacje o jego szczegółach. Łącznie spędziłem w szpitalu dobre 3 godziny.

Tata po mojej dwudniowej nieobecności był stęskniony, ale i splątany – oby to tylko był efekt zatrucia mocznikiem. Nie zjadł obiadu, bo czekał na mnie, chciał się podzielić. Nie pamięta, że w piątek go odwoziła na oddział Urszula.

Ordynator do roboty przychodzi nieraz po szóstej rano (poza tym jest mniej więcej normalny*…), więc pora do łóżka. Oczywiście z pełnym żołądkiem. Za to bez Dany.

*) i bardzo oddany swej pracy… 

blog

zatruwanie

Rano wymiana kół w Polonezie na letnie (póki do następnej zimy daleko). Potem do dentystki, po drodze, na poczcie – odbezpieczenie  mojego ukochanego Kombi, lata ma i wreszcie też orzeczenie o zabytkowości. Oj, powietrze mu ucieka… trzeba kupić pompkę, ale nie w Biedronce, ta nie napompowała Poloneza, akurat miała mieć swoją premierę.

Dentystka za friko to mi może zęba tylko wyrwać. Tego, co dziś truła. Gdybym wiedział, że za znieczulenie weźmie 20 złociszów, wolałbym cierpieć. A, kasy fiskalnej pani doktorka nima. Albo nie używa.

Zabieg u taty odłożony. On sam – zjeżony, wściekły na wszystko; chyba wynik mocznicy.  Więźniom w Oświęcimiu dawali lepsze żarcie.  W sukurs przybywa Urszula, odwiezie tatę z bufetu z powrotem na odddział. Bo ja muszę pędzić do roboty.

W rzęsistym deszczu idę do Poloneza, stoi daleko, bo przecie szpitala sponsorować nie będę.

Dyżur w przychodni, dopiero wieczorem rozpakowuję przesyłkę. Stary album o Żylinie. Ach, ludzie na ulicach, autobusy Škoda RTO (czechosłowacki oryginał licencyjnego Jelcza „ogórka”).

Rozmowa z Daną na Skype. Ech, życie nie jest łatwe.