blog

po burzy

… jak to często bywa, wysiadł w przychodni net.

Pacjenci też nie dopisali – mam wrażenie, że z powodu upału.  Była wizyta domowa, z której wróciłem z 2,5 kg domowej kiełbasy. Nie wiem tylko, co było przyczyną zatrucia pokarmowego, które rozpoznałem u pacjentki…

Po raz pierwszy w tym roku pojechałem do przychodni na rowerze. Przy powrocie stwierdziłem, że moje kondycja jest bardzo cienka.

Jutro kolejny dyżur, potem nie wiem. Nie wiem, kiedy puszczą do domu tatę. Trudno coś planować, a chciałem z Daną jechać na vandr.

Pewnie jutro coś się wyjaśni.

blog

radiojod, tran i lody

Mamie dadzą w Gliwicach izotop jodu. Dzięki temu przez tydzień nie zobaczy świata – od 30 lipca.

Ojcu – tran. Do pęcherza. Tylko to szpital miał zapewnić, nie sam chory. A trochę kosztuje.

Synalek sam sobie zaaplikował lody, w megadawce. Jak kapitalizm: niby taakie fajne, zawsze się tego chciało, ale jak czegoś jest za dużo, to wychodzi bokiem.

Z Gliwic Autosana prowadziła kobieta. Oboje całkiem mi się podobali. Autobus, bo jeszcze trochę tradycyjny. Kierowczyni, bo plotkowała zza kółka tak, jak ja bym nie dał rady. No, chyba żeby mi dali automatyczną skrzynię i autopilota.

blog

dyżur w upale

Ledwo się dało wytrzymać. O ile jeszcze wczoraj wewnętrzne korytarze przychodni były oazą chłodu, dziś duszno było już wszędzie.

Od rana spokój od pacjentów. Dopiero po południu telefon.

Ale my nie mamy pediatry. W jakim wieku jest dziecko? – pyta pielęgniarka.

19 lat.

Dziecko przyjechało z mamą, ale to ono siedziało za kierownicą. Dostało antybiotyk, choć doktór może bardziej nań zasługuje. Rano odpluwał ohydną ropę.