blog

urlop się kończy…

… dzień też. A jeszcze sporo rzeczy powinienem wynieść z mieszkania. Jutro ostatni dzień przed powrotem mamy.

Wpadł tata, czuje się dobrze. Muszę go przypilnować, by nie nawiał od onkologa.

Do roboty dopiero we wtorek. Rozmawiałem z Tadeuszem. W przychodni już wiedzą o chorobie mamy – kilka dni temu spotakałem w szpitalu załogę naszej karetki.

Jak wszystko wróci do normy… no, raczej jak się uspokoi, zrobię sobie zastępczy urlop.

Teraz będę katalogować stary, bardzo ciekawy monitor komputerowy. Długo go omijałem, nie mogłem nawet nań patrzeć. Mama niechcący mi go uszkodziła. Byłem niepocieszony – setki kilometrów, dwie noce w aucie, polowanie na giełdzie, najciekawsze trofeum. Nigdy już chyba takiego nie spotkam: uniwersalny TTL/analogowy, z mnóstwem przełączników, kontrolek, regulatorów. Zdaje się, że uszkodziła się tylko obudowa.

Bardzo się przywiązuję do rzeczy. Czy to źle? Niewygodnie z tym bywa, to fakt.

blog

uwierzyłem prognozie

… i nie wybrałem się dziś w góry.

A pogoda lepsza, niż się spodziewałem. Jeszcze raz się okazało, że zła pogoda to jest jak się w domu siedzi i spogąda przez okno, mówiąc „jak dobrze, że nie poszedłem na wycieczkę”, na trasie każda jest dobra.

Zmęczony już jestem tegorocznym sposobem spędzania urlopu.

A co z Daną? Znalazłem dla niej auto, takie jak chciała. Nawet kolor pasuje… Miałem je dziś oglądać.

Nie działa jej telefon komórkowy i internet. Przyjaciółki nie pomogą w opresji? Te, które zawsze na niej pasożytowały… Na ogół mają telefony i internet. Albo ma takiego doła?

blog

ciężkie chmury

I na niebie, i nade mną. Mama w poniedziałek pójdzie chyba wprost na chirurgię.

Co z tatą? Już dziś za późno, by do niego dzwonić.

Rano wpadłem na rynek, by spojrzeć na rajd starych samochodów… prawdę mówiąc tylko dlatego się wyrwałem, że czekał tam na mnie znajomy. Ale nie miał zbyt wiele czasu… rozumiem, tak to bywa na podobnych imprezach. Zrobiłem trochę zdjęć.

Trzeba kontynuować porządki. A co z urlopem?

Dobre pytanie…

blog

dobre wieści 21

U mamy obraz szpiku nie przemawia za białaczką. To dobrze, dobrze też, że do domu idzie dopiero w poniedziałek. Będę miał czas na dokończenie porządków.

Tata idzie w przyszłym tygodniu na cystoskopię, której tak się bał.

A ja – będę się szykować do wyjazdu urlopowego. Najwyższa pora. Może wreszcie i pogoda dopisze.

blog

jest lepiej

Tata już prawie nie krwawi. Mam nadzieję, że pójdzie do tego onkologa…

Od mamy też dobre wieści: leukocyty spadają, obraz szpiku ponoć nie taki zły.

Trzeba wracać do pracy. Wystrychować co się da. I tylko tyle, co trzeba, bo szkoda urlopu; Vysočina czeka. Dana też.

blog

wyścig z czasem

Nie, jeszcze się nie zaczął. Ale trzeba przyspieszyć, żebym wyjechał na trasę, kiedy się zrobi pogoda. Nie wiem, jak długo mama zostanie w szpitalu.

Szpik pobrali jej z biodra. W USG wyszło powiększenie śledziony. Mama czuje się dobrze. Jutro okaże się, co dalej.

Gdyby mama została przez weekend w szpitalu, może przyjedzie Dana. I może pojedziemy obejrzeć Pandę.

blog

czas przyspiesza

To już tydzień od ostatniego dyżuru. Opadły kwiaty z gruszki, która jak zwykle zakwitła na moje urodziny. Rajd samochodowy, na którym byłem parę lat temu, odbył się w roku 2004 – ze zdziwieniem przypomniałem sobie, przeszukując pocztę elektroniczną.

Trzeba coś zrobić, żeby mi znów urlop nie przeciekł między palcami.

Jutro mama idzie do szpitala na badania. Podejrzenie białaczki, zobaczymy. Trzeba wykorzystać spokój, który będę miał przez parę dni. Bo generalne porządki w mieszkaniu są raczej trudne do zrobienia, gdy domownicy są na pokładzie. W pierwszej fazie następuje horror. Wszystko będzie rozgrzebane.

Nie chwytać się rzeczy, które mogą poczekać na czas po urlopie – np. naprawy aut. Ech, jak się zapoznałem z Pandą, to najchętniej bym się Malucha pozbył, ale tata by tego nie przeżył. No nic, Pandę się może kupi – dla Dany – i zobaczy się, jak się nią jeździ. To może i dla siebie kupię, ale wolałbym z gazem.

… prawie się zakochałem w tym autku.

blog

ostatni dyżur

przed urlopem. Jakoś nie dociera do mnie, że się rozpoczyna…

Bo i dotychczasowy tryb pracy jest dość luźny. Nie to, co było przed poprzednim urlopem. I to wszystko na karku, co nie pozwala mi się odprężyć.

Pacjent, którego badałem w domu, ma guza w płucu i głęboką anemię. Jutro jedzie do szpitala. Moja rola się skończyła. Wdzięczna rodzina jest zbyt zaaferowana jego chorobą, by zauważyć mój problem z Maluchem. Przyznam, że po cichu liczyłem właśnie na nich.

Dzwonił pewien znajomy. Wyszukał dla mnie ponoć niezły egzemplarz 125p kombi. No, zastanowię się, bo na byle co mojego Kombi nie zamienię. Ale… wspomniałem o nieszczęsnym Maluchu. Podjął się odholowania. Na wszelki wypadek spytałem i naszego kierowcę, czy by mi pomógł. Nie za bardzo mu to pasuje, ale w najgorszym razie nie zostawi mnie na lodzie.

Czy na złomowisku mają manometr, by sprawdzić kompresję silnika, który będę kupował? Ale najpierw trzeba Malca ściągnąć do domu…

blog

szukając zapomnienia

wybrał się doktór dziś w góry. Nie takie wysokie i dzikie, jak by chciał i potrzebował, ale z rodzicielką. Też potrzebowała wycieczki, a było dziś pięknie. Sił ma już trochę mniej, niż ja. Wieczorem ledwo się gramoliła z autobusu. Odwiedziliśmy tzw. Trójstyk koło Jaworzynki.

Jutro mechanik dokona oględzin mojego nieszczęsnego Malucha. Wolałbym, żeby mnie ktoś odholował na linie, to tylko 100 km. Jako początkujący szofer holowałem kolegę dobrych 200 km. Naprawa w domu będzie tańsza – po prostu wymieni się cały silnik.

Nie wiem tylko, na ile mogę liczyć na pomoc innych. Tych samych, którzy walą do mnie jak w dym w każdej sprawie.

Jutro ostatni raz do roboty przed urlopem. Chcę na kwitnącą w maju Vysočinę.