Tata chyba coś w szpitalu narozrabiał, rozmowa z nim się nie kleiła, prosił bym na razie go nie odwiedzał, zadzwoniłem więc do lekarzy. Nerwowa, zdawkowa rozmowa z konkluzją, że nic złego się z pacjentem nie dzieje.
Dana jutro zaczyna nową pracę – w firmie, ściągającej odszkodowania. Podobno firmy ubezpieczeniowe unikają sporów sądowych, jak się je dobrze przyciśnie – wolą płacić. Tylko tak dalej, to mi podniosą OC na auta…
Jutro mam iść na pocztę i spytać o cenę OC naszej Fiesty. Bo PZU mi z rozpędu oferuje w sumie nawet nie tak drogi pakiet z NW i assistance. Ale nie zależy mi na tym, by ktoś na swój koszt odwiózł mojego psa do przytułku, kiedy zginę w wypadku. A zepsutego auta i tak nikt mi za darmo nie naprawi w ramach tej polisy.
Kiedy wyładowywałem z Fiesty część wakacyjnych skarbów, przyjechał kurier UPS ze zderzakiem do jakiegoś Nissana kombi, który kupiłem na Allegro dla Vaška. Prawie 200 złotych za kawałek plastiku ze złomowiska? I jak to ma ochronić samochód przed stuknięciem? Takie jest lekkie, ale strasznie duże i rogate (nie ma szans wejść do Fiesty, a w Polonezie wciąż mam mebelki) – więc w deszczu idę z paczką na ramieniu na czeską pocztę, nalepiwszy kartkę z ostatecznym adresatem.
Danie coraz więcej kłopotów sprawia komputer. Co chwilę drętwieje, jest coraz wolniejszy. Moim zdaniem siedzi w nim jakieś świństwo (może pochodzące z wesołych, łańcuszkowych mejli, których tyle otrzymywała od znajomych), a system operacyjny ma zapaskudzony rejestr. Komputer jest w miarę współczesny, ale ma dość mały dysk. Poradziłem jej, by kupiła nowy dysk i zainstalowała na nim od nowa Windows XP, a następnie ściągnęła dane ze starego dysku, który może też służyć do przechowywania kopii bezpieczeństwa. Tylko nie wiem, co legalny system OEM powie na zmianę dysku? Nigdy nie aktywowałem Windows XP, moja kopia, znaleziona w śmietniku, jest pozbawiona tej uciążliwości. Legalna zostanie mi pewnie na pamiątkę.