blog

doktór hydraulikiem 27

… dziś był i dlatego nawet przegapił temperówkę na korbkę, na którą sobie na Allegro zęby ostrzył.

Jugosłowiańska bateria w kuchni wymaga innych głowic, gniazdo zaworu jest głębsze. Skubany Tito. Nawet Cast(r)o nie pomoże… Skończy się to wymianą całej baterii. Ale na razie działa. Doktór w PRL chowany, to reanimować wszystko umie. Prócz ludzi…

blog

toast wodą

… wzniósł dziś doktór.

Najpierw diagnozował: ostrożnie poluzował głowicę zaworu za wodomierzem… trochę wody wyciekło, ale to z rur. I syczało w kraniku w piwnicy, czyli ten odcinek jest drożny. A zatem – zamarzło przed wodomierzem, w plastiku. Pewnie pod okienkiem. Tania opalarka z supermarketu rzęzi i przyjemnie grzeje w nogi. Doktór nie może się dostać pod okienko, bo sznur za krótki. Wszystkie przedłużacze sobie gdzieś wyszły,  psia ich mać, więc doktór do rodzicielki uderza. Sznur do żelazka, który doktór rodzicielce sklecił był na urodziny chyba, sam mając z 11 lat. Sznur nie przedłużacz (ma otwory na grubsze trzpienie), ale jak się węzeł na złączu zrobi, nada się do tej roli.

Ile gratów doktór przerzucił w inne kąty, by się do rury dostać… Pod okno kabel nie puści, to doktór zaczyna grzać przy wodomierzu. Dotyka rury: z zewnątrz ciepła. O, a ten szum? Wodomierz się kręci!

Doktór z rozpędu naprawił też piec kąpielowy. Wcale nie trzeba było wymieniać membrany, wystarczyło wyczyścić zwężkę Venturiego.

Praktyczna rada doktora Wszech Nauk Lekarskich (y niektórych innych): jak otwieracie wodę np. po wymianie uszczelki – miejcie otwarty kran zimnej wody. Dopływ do pieca kąpielowego lepiej zamknąć, kurek ciepłej wody też otworzyć. Jak odpuścicie wodę (z powietrzem i brudami) przez zimny kurek, możecie puszczać ciepłą, nie ryzykując, że zapchacie zwężkę świństwem z rur.

blog

witaj w Beznadziejowie

… doktorku.

Woda zamarzła chwg. Nie tam, gdzie oczekiwałem, nie tam, gdzie się mogę dostać z opalarką.

Idę w świat z wiadrem. Sąsiada niet, drugi jest dziwny, to nawet nie próbuję. Do bloku po drugiej stronie ulicy. Czy mogę sobie nabrać wody? Mieszkam na przeciwko…

Ja pana nie znam… – odzywa się pani, schodząca akurat z piętra. Ktoś inny wychodził i wpuścił mnie. Teraz lękliwie wychyla się ze swojego mieszkania staruszeczka – sucharek. To do niej dzwoniłem.

A, przecież to jest pan doktor, który kiedyś pracował w naszej przychodni – przypomina sobie schodząca po schodach. Niech się go pani nie boi. Ale innych obcych lepiej nie wpuszczać.

Doktor? A czemu taki strzapaty?

OK, woda jest – na dziś. Zamiast obiadu – kanapki i na autobus.

W przychodni spoglądają na mnie znacząco (albo tak mi się wydaje?) – pewnie z powodu tego feralnego zwolnienia, od razu je dostrzegam, leży na blacie. Szefka jest w rejestracji, ale nie zwraca się do mnie. Ani na ten temat, ani w sprawie zaległej zapłaty za moje styczniowe zastępstwa.

Po chwili widzę, że na najbliższy weekend zamiast mnie jest wpisany Tadeusz. Tak bez słowa.

Jedziemy na wizytę domową do staruszka – teścia pani B. Przemiła, promienna kobieta, jednak nie ona jest przy chorym. Starszy pan ma cukrzycę i bolą go stopy, ale na szczęście nie widzę martwicy. Mierzymy cukier: 239.

Pytam, jakie miewa cukry. Pokazuje mi glukometr, mówi, że ostatnio mierzył 2 tygodnie temu. Pytam, jak się to obsługuje, syn chorego spogląda na mnie lekko kpiąco: wystarczy włożyć pasek.  Doktór głupi, nie wiedział. Ale jest zepsuty, pojawia się sygnał błędu – beznamiętnie wyjaśnia.

Instrukcja? Nie mam, spaliłem w piecu.

Po powrocie do przychodni googlam i ściągam prawie stustronicowego pedofila.  Tego im drukować nie będę, znów by spalili w piecu. Piszę ściągę – E-6 znaczy: brak kalibracji. Wyrzucili też pudełko z pasków i kalibrator, więc będę musiał napisać receptę na nowe paski. W samą porę, bo ostatni pomiar w pamięci glukometru pacjenta miał datę 23 września…