… dojechałem do domu, na świeżo kupionym rowerze. Godzina spóźnienia, głównie z powodu śliskiej drogi lokalnej, która jest częścią mojej trasy rowerowej z Ostrawy. Rower używany, za grosze, po przeróbce. Pierwszy raz jechałem po śniegu na tak wąskich oponach, konkretnie tylnej. Od biedy się da. Ale zmiana biegów przy pomocy obrotowej rękojeści jak na razie nie przypadła mi do gustu. Nigdy wcześniej nie jechałem na takim rowerze… i po cichu zazdrościłem posiadaczom tego typu manetek. No nic, trudno oceniać manetki, jeśli przerzutki są rozregulowane. A wartość roweru spoczywa w jego ramie z widelcem (Favorit), skórzanym siodle i górskiej fajce kierownicy.
Nieźle zmarzłem pod koniec jazdy. Zawsze w zimie bardziej mi w jeździe na rowerze przeszkadzało zimno, niż śliskość. Marzną dłonie i stopy.
Tata w szpitalu znów mówił trochę od rzeczy. Znów nie chciał zażyć lekarstw, kłócił się ze mną.
W wyborach oddałem głos na kandydata, który wydawał mi się mniej zły. Niech żyje demokracja.
